Fotoradar cyknął mu zdjęcie gdy jechał 140 kilometrów na godzinę. W miejscu gdzie wolno było jechać raptem 70. W taryfikatorze wykroczenie takowe skutkuje karą – 500 złotych mandatu i 10 punktów karnych. Niebagatelne znaczenie może tu mieć fakt, że pan poseł Paweł Suski jest członkiem parlamentarnego Zespołu Miłośników Motocykli i Samochodów (a także, między innymi – Zespołu Przyjaciół Zwierząt i Zespołu ds. Wyścigów Konnych i Jeździectwa…swoją drogą, dlaczego żaden kabaret w Polsce nie wziął jeszcze na tapetę wszystkich zespołów, komisji i podkomisji istniejących w naszym zapracowanym Sejmie?).

Poseł Platformy Obywatelskiej skierował przeto do Głównego Inspektora Transportu Drogowego dokument, w którym przyznał się do prowadzenia pędzącego Mercedesa. Pismo z 19 listopada 2012 roku kończy się następująco: „…ubolewam, że naruszyłem przepisy prawa drogowego, ale było to związane z wykonywaniem czynności wynikających z mandatu poselskiego…”. To i tak pewien postęp, bo jak informowały media – w styczniu tego roku pan poseł Suski otrzymał dwa kolejne mandaty za przekroczenie prędkości i ich nie zapłacił. Nie pamiętał nawet, czy prędkość przekroczył i jak szybko jechał. Indagowany przez dziennikarzy, dlaczego odmówił przyjęcia mandatu zasłaniając się immunitetem odparł prostolinijnie „…bo mam takie prawo…”. Niemniej, wracając do wypadków listopadowych. Naturalną drogą w takich wypadkach jest prośba prokuratury o wyrażenie przez Sejm zgody na pociągnięcie posła do odpowiedzialności za wykroczenie w ruchu drogowym. Pani marszałek Ewa Kopacz pismo prokuratorskie otrzymała i zwróciła się do swojego kolegi partyjnego z prośbą o ustosunkowanie się do zarzutów Inspekcji Transportu Drogowego.

I tu niespodzianka. W piśmie do pani marszałek pan poseł zmienił zdanie. To nie on kierował tym samochodem, ponieważ dwa miesiące przed wykroczeniem sprzedał Mercedesa jakiejś firmie. Do dokumentu dołączył na dowód swojej niewinności fakturę sprzedaży i oświadczenie kupującego. Zdziwionym dziennikarzom pan poseł Suski wytłumaczył rzecz łopatologicznie. Oto w piśmie do GITD, w którym przyznawał się do popełnienia wykroczenia w samochodzie którego już nie posiadał „nie zweryfikował dokładnie sprawy”. Rozchodzi się ponoć o to, że pan poseł zamienił Mercedesa ML na Mercedesa ML – tylko tablice rejestracyjne się różnią, stąd z roztargnienia wpisał w oświadczeniu stare blachy. Z rozbrajającą szczerością dodał też, że mógł się pomylić, bo nowym autem popełnił inne wykroczenie w tym samym miesiącu. Bycie miłośnikiem motocykli i samochodów zobowiązuje. Poza tym w dniu popełnienia wykroczenia znajdował się w Wyrzysku na festiwalu La Scarpa Italiana, gdzie w rytmie włoskiego pląsania spędził trzy dni w towarzystwie pewnego senatora i burmistrza Wyrzyska. Obecność pana posła, jako jednej z najbardziej rozpoznawalnych twarzy Platformy Obywatelskiej może też ponoć potwierdzić „kilkaset osób”.

Nie udało się jednak zauroczyć pani marszałek Kopacz urodą wyrzysko – włoskich nocy i skierowała oba pisma (to przyznające się i to dementujące) do komisji regulaminowej. Pani Kopacz przyznała, że „każdy z nas (…) a więc i ja mamy swoje opinie na temat takich sytuacji (…) polecam i sobie i panu trochę cierpliwości, a potem będziemy rozmawiać jak byśmy tego pana posła nazwali…”. Partyjny kolega pana Suskiego, który zasiada w komisji regulaminowej – pan poseł Olszewski – zapowiada rekomendowanie uchylenia immunitetu. Zasadniczo członkowie komisji (w tym nawet z PiS czy Ruchu Palikota) uważają zachowanie pana posła Suskiego za dziecinne, ale podkreślają, że trzeba dać mu szansę na obronę.

A ja podkreślam, że przypadek pana posła Suskiego powinien być zalążkiem dyskusji w łonie samego parlamentu. Już mniejsza o to, jak bardzo zamotał się w swoich tłumaczeniach parlamentarzysta Platformy Obywatelskiej i jak źle świadczy o nim to, że wysyła pisma których nawet nie czyta (strach pomyśleć, jak głosuje nad projektami z którymi się nie zapoznaje). Ktoś powie – nie pierwszy i nie ostatni to pirat w polskim Sejmie. Bywają lepsi i bezczelniejsi, jak choćby pan „ułan” Kurski podczepiający się pod kolumnę na sygnale, byleby jechać szybciej. Ale mam nieodparte wrażenie, że dla pana posła Suskiego przekraczanie prędkości i piracenie na drogach to chleb powszedni. W razie złapania przez radar czy policję machnie się samokrytyczne pisemko w którym zasłoni się człowiek obowiązkami poselskimi, cokolwiek one w danym momencie znaczą. I dalej do przodu, o czym przypominają owe dwa mandaty ze stycznia tego roku, których pan poseł nie przyjmuje bo „ma do tego prawo”. Myślę, że takich postaw wśród naszych „nietykalnych” jest o wiele więcej. I to trzeba koniecznie zmienić. Nie jest dla mnie żadnym wytłumaczeniem, że poseł bez prawa jazdy i samochodu nie może dobrze wykonywać swoich obowiązków. Są gwarantowane darmowe przeloty i przejazdy pociągiem, w wielu miastach nawet komunikacja miejska jest gratis. Skoro pan minister Nowak zwołuje specjalne konferencje prasowe, by wytłumaczyć Polakom jakim zagrożeniem są piraci drogowi, niech zacznie od swoich kolegów z różnych partii.