Tygodnik „Wprost” wziął pod lupę znajomości pana ministra Nowaka. O tym że szef resortu transportu jest człowiekiem towarzyskim wiele mogą powiedzieć choćby jego przyjaciele z ruchu Młodych Demokratów, których właściwie od momentu nominacji prezydenckiej upychał w strukturach Ministerstwa na prawo i lewo. Dziennikarze tygodnika na zapas bronią się przed oskarżeniami o zwykłe, tanie plotkarstwo. Ich zdaniem sprawa jest poważna, bowiem przynajmniej jeden ze znajomych pana ministra – właściciel spółki reklamowej – czerpie z tej przyjaźni pewne profity. Oto rzeczona spółka zawarła kontrakt z Ministerstwem Spraw Zagranicznych na zarządzanie wszystkimi konferencjami w ramach polskiej prezydencji w Unii Europejskiej. Kosztowało to skarb państwa ponad 30 milionów złotych. Dalej: dwie umowy za ponad 5 milionów złotych z Ministerstwem Rozwoju Regionalnego. Plus kontrakty z właściwie wszystkimi świętymi pozostającymi pod kontrolą Platformy Obywatelskiej – PGE, Ruch, Totalizator Sportowy, PKP, Poczta Polska. Dziesiątki milionów złotych przelanych na konto prywatnej filmy z zasobów finansów publicznych.

Firma „Cam Media” przygotowywała również kampanię rządową przed Euro 2012 i wspierała Platformę Obywatelską podczas kampanii wyborczej przed wyborami w 2011 roku. W firmie pracuje brat najbliższej współpracowniczki pana ministra Pawła Grasia, a jednym z właścicieli – jako się rzekło – jest pan Michalewicz. W czerwcu 2012 roku, a więc już w roli ministra transportu pan Nowak bawił się na zaproszenie pana Michalewicza w ekskluzywnym klubie, gdzie wynajęcie prywatnej loży kosztuje grube tysiące złotych. Dziennikarze „Wprost” uważają, że pan minister Nowak za przemiły wieczór nie zapłacił ani grosza. Oczywiście zawsze można przyjąć, że dwóch dżentelmenów łączą wspominki zawodowe; w końcu pan minister też swojego czasu szefował agencji reklamowej i pewne doświadczenia na temat polskiego kapitalizmu mieć musi. Ale cóż, dajmy się wypowiedzieć samemu panu Nowakowi, bo zaręczam – jest ciekawie.

Pan minister zagadnięty przez żurnalistów odparł prostolinijnie: „…W ministerstwie robili mi dwa razy konferencję prasową i coś jeszcze było. Chyba jakaś prezentacja. Ja zresztą wysoko cenię tę firmę, naprawdę nieźli są!”. Swoją drogą każdy resort ma swoje własne służby prasowe, nierzadko rozrośnięte do granic absurdu (zwłaszcza służby prasowe w Ministerstwie Zdrowa, bez żenady zatrudniane przez pana ministra Arłukowicza po znajomościach) – dlaczego więc do obsługi ministerialnych konferencji prasowych trzeba zatrudniać zewnętrzną firmę, która z pewnością nie robi tego za darmo? Zatem pan minister Nowak – jak twierdzi – nie ma większego pojęcia o tej firmie, mimo że z jej szefem łączy go zażyła znajomość, a ten przynajmniej od kilku lat zbiera (bardzo sute!) owoce postawienia na zwycięską partię.

Pan minister Nowak nie byłby sobą, gdyby w swoich tłumaczeniach nie wprowadził elementu kabaretowego, tak potrzebnego w tych trudnych, smętnych czasach. „Wprost” ustalił, że pan minister zna się też doskonale z byłym działaczem Platformy Obywatelskiej który porzucił politykę na rzecz wielkiego biznesu i jest dobrym przyjacielem wspomnianego pana Michalewicza. Łączy ich wspólna znajomość z panem ministrem. W przypadku byłego działacza Platformy jest to znajomość tak dalece zaawansowana, że obydwaj panowie wymieniają się wzajemnie…cennymi zegarkami. Dziennikarze podsunęli pod ministerialny nos kilka zdjęć Sławomira Nowaka z drogimi czasomierzami na dłoniach. Pan minister w stylu w jakim tylko on potrafi odparł : „…chyba jeden taki okrągły mógł być Piotrka…”. Jakiś dociekliwy łobuz koniecznie chciał wiedzieć, czy pan minister zgodnie z prawem zgłosił owe zegarki – które na pewno mają wartość większą niż 600 złotych – do rejestru korzyści. Pan Nowak mruknął pod nosem: „Nie zgłosiłem. Ja mu pożyczyłem swój, a on mi swój”.

Pan minister Nowak i „Piotrek” są pierwszymi mężczyznami o których słyszałem, że pożyczają sobie swoje zegarki. Nic to, nie moja sprawa co sprawia panu ministrowi przyjemność. Na pewno jednak minister Rzeczypospolitej powinien być jak żona Cezara. Poza wszelkim podejrzeniem. Zbyt wiele znajomości na styku biznesu i polityki rodzi zainteresowanie mediów i pytania, na które czasami nie sposób wymyśleć innej odpowiedzi jak tylko głodne kawałki o „pożyczaniu” zegarków. Zwłaszcza zabawa w prywatnej loży biznesmena, za jego pieniądze jest niepokojąca i chyba jednak niedopuszczalna w przypadku ministra. To zbyt wysoka ranga i zbyt duża możliwość podejmowania decyzji, by wchodzić w komitywę z ludźmi mogącymi czerpać z tego bezpośrednie korzyści. A firma reklamowa – czerpie jak najbardziej.