W piątek przekazano do publicznej wiadomości wyniki audytu w spółce Inteko. Specjaliści z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR przeprowadzili audyt finansowo – prawny w spółce córce niesławnych Kolei Śląskich, sztandarowego pomysłu Platformy Obywatelskiej na rozwiązanie problemów komunikacyjnych w regionie. Wyniki audytu są zatrważające. Przy okazji dowodzą, jak groźna i pazerna sitwa kolegów usadowiła się przy wojewódzkim korycie, skutecznie opróżniając Górny Śląsk z pieniędzy publicznych.

Inteko miała stworzyć system sprzedaży biletów i zakupić tabor dla Kolei Śląskich. Po pewnym czasie okazało się, że spółka nie miała żadnych środków na zakup pociągów; planowano zdobyć pieniądze dzięki emisji obligacji na kwotę 26 milionów złotych oraz kredytów. Spłatę obligacji i kredytów „przypadkiem” poręczyło Górnośląskie Przedsiębiorstwo Wodociągów – własność województwa, obracające publicznymi środkami. Efekt? Inteko nie zakupiło ani jednego pociągu, zaś Górnośląskie Przedsiębiorstwo zostało z kilkunastoma milionami niespłaconych kredytów.

Mamy do czynienia z przestępstwem na dużą skalę, z ordynarnym skokiem na publiczną kasę. Z Inteko zostało wyprowadzone – według wstępnych szacunków – 35 milionów złotych. Trudno to dokładnie ustalić, bo w dokumentacji firmy jest straszny bałagan. Finanse były prowadzone nierzetelnie, niektóre umowy zawierane ustnie. Część dokumentów została zniszczona, żeby zatrzeć ślady – możemy przeczytać w audycie.

Firmą Inteko kierował Witold W. – żeby było ciekawiej, nie został zatrudniony na stanowisku prezesa; sprawował władzę jako „doradca z firmy zewnętrznej”…w niektórych przypadkach reprezentując jednocześnie Inteko i firmę, w której posiadał udziały. Autorzy audytu zaryzykowali nawet karkołomną tezę, że dobrze się stało, iż Koleje Śląskie – i patronująca im Platforma Obywatelska – skompromitowały się na początku swojej działalności na regionalnych torach. Gdyby nie to, pod płaszczykiem dobrze funkcjonującej spółki wciąż trwałaby patologiczna sytuacja i marnotrawienie wielu milionów z publicznej kasy.

Dziś nie ulega już wątpliwości, że we wprowadzeniu Kolei Śląskich na szyny nie było żadnej przypadkowości. Było to od początku do końca przemyślane działanie. Role były dokładnie rozpisane; tu miały istnieć Koleje Śląskie (z wybranym bez konkursu prezesem – znajomym marszałka województwa), tu miały istnieć spółki córki, tu Górnośląskie Przedsiębiorstwo Wodociągów (kontrolowane przez działaczy Platformy Obywatelskiej) miało dorzucić swoją cegiełkę. Kreatywna księgowość, nabijanie prywatnych kieszeni publicznymi pieniędzmi, niszczenie i fałszowanie dokumentów – to wszystko jest przedmiotem postępowania prokuratury w Katowicach.

Tymczasem ludzie pokroju Mirosława Sekuły czy Tomasza Tomczykiewicza uśmiechają się do nas z ekranów telewizorów i wciąż przekonują, że na Górnym Śląsku jest dobrze.

By żyło się lepiej!